Zbliża się 20 marca. Z każdej strony atakuje nas narracja o „rozkwitaniu”, „wiosennych porządkach w życiu” i magicznym przypływie energii, który powinien pojawić się wraz z pierwszym słońcem. A co, jeśli czujesz coś zupełnie odwrotnego? Jeśli zamiast biegać w parku, masz ochotę zasłonić rolety i przeczekać ten entuzjazm innych?
Jako psycholodzy często widzimy w tym okresie pewien paradoks: im mocniej świat zewnętrzny naciska na „zmianę”, tym większe napięcie rodzi się w środku.
To nie brak motywacji, to biologia.
Zanim zaczniesz się biczować za „brak wiosennej energii”, spójrzmy na fakty. Twoje ciało właśnie przechodzi przez ogromny wysiłek adaptacyjny. Zmiana rytmu dobowego, skoki ciśnienia, inna ekspozycja na światło – to dla układu nerwowego spory koszt. To, co nazywamy „przesileniem”, nie jest mitem. To moment, w którym Twój organizm potrzebuje wsparcia, a nie kolejnej listy ambitnych celów.
Zachęcamy do zapoznania się również z wpisem na blogu: Psychosomatyka – gdy organizm „mówi” to, czego nie wypowiada psychika.
Wiosenna presja zmiany to często po prostu kolejna forma przemocy wobec samego siebie.
Mindfulness to nie relaks. To regulacja.
Wokół uważności narosło sporo „sztampy” – obrazków z kadzidełkami i uśmiechniętymi ludźmi w kwiecie lotosu. W psychologii patrzymy na to inaczej. Mindfulness to narzędzie regulacji układu nerwowego. Nie chodzi o to, żebyś poczuł się „błogo”, ale żebyś nauczył się zauważać, co się z Tobą dzieje, zanim wpadniesz w pętlę lęku czy poczucia winy.
Kiedy uczysz się „kotwiczyć” w tu i teraz, dajesz sygnał swojemu układowi przywspółczulnemu: „Jestem bezpieczny. Nie muszę teraz nigdzie biec”. To realnie obniża poziom kortyzolu, który wiosną potrafi płatać figle.
Uważność bez nadęcia – jak to robić realnie?
Jeśli wizja 20-minutowej medytacji Cię przeraża (albo po prostu nudzi), odpuść ją. Spróbuj mikropraktyk, które nie wymagają od Ciebie bycia „zen”:
- Zmysły zamiast myśli: Kiedy czujesz, że głowa zaczyna analizować „co jeszcze musisz w sobie poprawić”, zrób szybki skan. Co czujesz pod stopami? Jaki zapach ma powietrze po deszczu? Jak smakuje ta konkretna kawa? To wyrzuca Cię z trybu „rozpamiętywania” do trybu „doświadczania”.
- Uważność w ruchu: Nie musisz iść na jogę. Wystarczy, że idąc do pracy w Poznaniu [lub Twoim mieście], naprawdę poczujesz opór chodnika pod butami. Zauważ, jak pracuje Twoje ciało. To najbardziej pierwotna forma kontaktu ze sobą.
- Zgoda na brak formy: Czasami największą uważnością jest przyznanie przed samym sobą: „Dzisiaj nie mam siły na entuzjazm. I to jest okej”. Akceptacja napięcia paradoksalnie sprawia, że ono szybciej odpuszcza.
Jeśli jednak czujesz, że przechodzenie w kolejne tryby, dawanie sobie zgody na odpoczynek są dla Ciebie trudne lub przechodzisz teraz przez jakiś kryzys, warto rozważyć wsparcie specjalisty, np. psycholog Warszawa, psychoterapia Warszawa lub konsultację w Poradni Psychologicznej i Diagnozy.
Czy to dla każdego?
Warto być szczerym: uważność nie jest pigułką na wszystko. Jeśli jesteś w stanie silnego kryzysu, zamrożenia czy traumy, samo „skupianie się na ciele” może być trudne. Mindfulness jest potężnym wsparciem, ale nie zastępuje terapii tam, gdzie problem leży głębiej.
Wiosna to świetny czas na uważność, pod warunkiem, że potraktujesz ją jako sposób na odpuszczenie, a nie jako kolejny punkt na liście „do zrobienia”. Daj sobie prawo do własnego tempa. Twoja wiosna nie musi wyglądać jak z reklamy suplementów diety.
Autorka artykułu: mgr Joanna Szelerska